środa, 23 grudnia 2009

O polskich serialach...

Wszyscy narzekamy na seriale emitowane na co dzień w naszych telewizjach... A to „za nudne”, „do przewidzenia”, „denne i kompletnie załamujące w niektórych momentach”. Mówię tu w szczególności o polskich sitcomach (bo do zagranicznych takich jak „Dr House”, wszystkie serie CSI, „Chirurdzy” trudno się przyczepić) . Więc co sprawia, że nadal posiadają ogromną oglądalność, przez co telewizje nie zrzucają ich z anteny?
Sam przyznam się bez bicia – często oglądam te nasze „polskie seriale”. Mimo że ciągle ktoś w moim domu na nie narzeka i przy oglądaniu „przewiduje przyszłość” dalej to oglądamy. Myślę że moja rodzina nie odstaje od normy (co pokazują wyniki oglądalności – programem który ma największą widownię dalej jest „M jak miłość”). Odpowiedzi na pytanie, które zadałem sobie wcześniej są według mnie dwie. Co najciekawsze są to odpowiedzi diametralnie różne, wręcz zaprzeczające sobie. Seriale często ukazują nasz świat lekko zniekształcony. Bohaterzy mają mimo „problemów” mają jakieś życie ciekawsze od tego zwykłego, naszego szarego. U nich wszystko dookoła jest doskonalsze. Studenci mieszkają na pięknych kolorowych stancjach. Rodziny mają piękne kolorowe domy położone w pięknych kolorowych miejscach. Wszystko jest piękne i kolorowe. Wtedy widzowie oglądają je dlatego, że lubią oglądać coś do czego mogą dążyć. Mało tego, bardzo często jest to dla ludzi wręcz jakimś motorem postępu, natchnieniem. Jak zauważył kiedyś Szymon Hołownia w jednym ze swoich felietonów (w Newsweek bodajże ukazanym) telewizje często wykorzystują to aby naprawić polską rzyczywistość (szczególnie TVP z ich „misją”). Uczą jak żyć w zgodzie z różnymi poglądami, zdrowo i ekologicznie, jak postępować w różnych sytuacjach i przedstawiają prostocie, że wiele rzeczy takich jak np. internet nie jest „narzędziem szatana”. I najciekawsze, że to działa!
Z drugiej strony wysoka oglądalność może wynikać też z zauważenia przez widza cząstki siebie w bohaterach seriali. Bo każdy gdzieś odnajdzie na ekranie „problem” jakiejś postaci, który znajdziemy też w całej hałdzie naszych problemów. I to nas podbudowuje. Sprawia, że zaczynamy wierzyć, że nie jesteśmy sami na tym świecie, że nie tylko my borykamy się z takimi przeciwnościami losu. A że na szklanym ekranie zazwyczaj wszystko ładnie się kończy, mamy też nadzieje, że i nasze życie skończy się happy end`em...
To są właśnie główne przyczyny tego, że oglądamy te durne, denne i nierealne seriale. Co oczywiście nie usprawiedliwa ich twórców od wpadek. Bo w każdym odcinku trafi się jakiś tekst, po którym pół Polski zrobi facepalm...


Muzyka na dziś ----> Chris Rea - Driving Home for Christmas (za świetny nastrój jaki ma ta piosenka)

piątek, 18 grudnia 2009

Błądząc po świecie niepoznanym...

Gdy skończył się burzliwy dla nas XX wiek i odzyskaliśmy tak naprawdę naszą ojczyznę, rozpoczęliśmy „podboje” innych pięknych miejsc. Podróże stały się codziennością. Stają się coraz tańsze, my zarabiamy coraz więcej, więc wybieramy cele coraz dalsze. Widząc postęp dzisiejszej techniki możemy zacząc się zastanawiac co będzie za 50 lat? Czy będę miał swój ogródek na marsie? Czy na księżyc będę się wybierał co rok na wakacje? A może będę posiadał swoją własną planetę?
Dając wodze wyobraźni, możemy się przenieśc te pół wieku do przodu, a nawet dalej. Może się to nam wydawac niedorzeczne, bo nigdy nie wiemy co człowieka spotka w przyszłości. Ale przecież pomarzyc zawsze można... Moja planeta nazywac się będzie „TTT336”, bo ludzie będą mało kreatywni i nie będą w stanie nazywac nowych planet normalnie. Ja sam nazwę ją Kraśnikiem, sentymentalnie. Co z Ziemią? Ocieplenie klimatu albo epoka lodowcowa (bo to nigdy nie wiadomo) wygonią z niej zwykłych ludzi. Pozostaną tam tylko szaleni amerykańscy naukowcy (oni naprawdę istnieją!) i jeszcze bardziej szaleni survivalowcy. Mieszkańców na mojej planecie nie będzie wielu, za to będą uprzejmi i przyjaźnie nastawieni. To przez podział ludzkości w latach piędziesiątych. Przywódcy państw (największych, jak zawsze) zaczną się bawic w Boga i podzielą ją na dwie strefy. Do galaktyki wschodniej wyślą tych gorszych, a do zachodniej tych lepszych. Nie wiem dlaczego w tę stronę, a nie odwrotnie bo ta wschodnia wcale nie jest gorsza od zachodniej. Pewnie przez stare zwyczaje. Podział będzie trochę niesprawiedliwy, bo wielu uczciwych ludzi zostanie wysłanych do tych złych, a wszyscy politycy i bogacze do tych dobrych. A nie wszyscy na to zasłużyli. Na moje szczęście będzie istniał także podział wewnątrzgalaktyczny, tj. politycy podzielą też planety na te lepsze i gorsze. Ja załapię się do tych średnich, gdzie nie ma bogactwa i nie ma biedy. Raj. Dlatego rzadko będę się z niego ruszał. Inną przyczyną będzię mój wiek tj. jakieś 76 lat. Osiągnę połowę swojego życia i nie będę chciał się nigdzie ruszac. Po przebytych podróżach i podbojach w latach 50` i 60` nie będzie mi się po prostu chciało. A przebędę dużo gwiezdnych autostrad. Od roku 2043 kiedy to mój kolega wynajdzie napęd o prędkości światła, po znajomości wypróbuję go. Jako pierwszy wraz z całą 20 osobową załogą wyruszymy w nieograniczoną przestrzen kosmiczną. To będą na pewno Polacy.
Znając jednak życie, inne czołowe państwa przywłaszczą sobie ten wyczyn i nagrają go w studiu. Skopiują napęd i kilka lat później polecą tak samo jak my wcześniej. Skolonizują inne planety sami i walczyc będą z mieszkańcami tych planet. Potem wyślą tam ludzkośc, a prawdziwi pionierzy oddalą się w cień, jak zawsze.
Jest to oczywiście wolny wywód mojej wyobraźni. Bo każdy może ułożyc swoją historię tak, jak każdy słucha innej muzyki i inną herbatę woli. Ale jeśli każdą historię złączymy w jedną całośc ukaże nam się świat przyszłości. Świat którego cząstkę na pewno w przyszłości zobaczymy. Dlatego tworzymy i twórzmy dalej. Bo czy nie w tworzeniu powstanie jutro?


Muzyka na dziś ----> Billy Talent - Fallen leaves (za świetne riffy i niesamowitą energię jaką daje ta piosenka)

środa, 16 grudnia 2009

Ekologia w głowie mej...

W ostatnich latach możemy zauważyć powszechne poruszenie. Zaczynamy martwić się o otaczające nas środowisko. Torby ekoligiczne, ograniczanie emisji CO2, odnawialne źródła energii i inne wszelkie zmiany, które mają doprowadzić do uzdrowienia świata. W naszych głowach na stale zagościły hasła kampani społecznych, w których powtarzają się słowa „oszczędzaj”, „pamiętaj, że nie jesteśmy sami”. Czy naprawdę ostatnio zaczęło nas obchodzić życie innych? Czy naprawdę myślimy o ginących zwierzątkach, roślinkach czy innych istotach? Czy nareszcie przestajemy być egoistami?
Oczywistą rzeczą jest, że istnieją na świecie osoby, które rzeczywiście martwią się o te sprawy, tak od serca. Ale według mnie większość „ekologów” dzisiejszego świata dba o własne tyłki. Strach działa przede wszystkim. Ludzie widzą wszędzie zagładę. Jak nie w wielkim ociepleniu, to w zbliżającej się epoce lodowcowej. P a n i k a. To jest główny powód tych wszystkich akcji. Środowisko jest pretekstem, bo przecież kto się przyzna na głos, że się boi? Ogólne okłamywanie się nawzajem jest zaakceptowaną chorobą społeczeństwa, więc nikt nie krzyczy przeciw. I właściwie dobrze. Zauważyłem, że panika, wzmacniana dodatkowo przez media jest świetnym narzędzięm do poprawy złych tendencji społeczeństwa. O ile oczywiście narzędzie to leży w odpowiednich rękach. Bywa i tak, że ktoś na tym zarabia, jak to było i jest ze szczepionkami na grypę świńską (biedne zwierzątko...).
Podsumowując, w tej dzisiejszej ekologii mało mamy ekologii. Wszystko musi mieć swój pretekst. Ale czy to znaczy, że jest źle? Na całe szczęście, dzięki tej panice w efekcie końcowym nasze środowisko coś zyskuje, może nie w takim stopniu jak jest to reklamowane, ale zawsze to coś. Niestety, ta choroba cywilizacyjna, zniszczyła już Image miłego zwierzątka, jakim była świnka. Ale cóż poradzić... Zawsze ktoś musi oberwać aby inni zdrowo i miło żyli...


Muzyka na dziś ----> Coldplay - The Scientist (za prostotę w jakiej zamknięty jest skomplikowany przekaz tej piosenki)

wtorek, 15 grudnia 2009

Nie ma rzeczy doskonałych...

Dzisiejsze czasy są wręcz „wypchane” różnorodnymi gadżetami. Komórki, Mp3, Mp4, laptopy, pantopy, aparaty cyfrowe, netbooki, niezniszczalne i kuloodporne latarki itd. To wszystko wydaje się nam niezbędne do przeżycia kolejnych dni (no, może bez tej latarki). Dlatego naukowcy i wynalzcy wpadli na genialny pomysł. Postanowili zamknąć to wszytsko w jednej małej, podręcznej rzeczy – komórce. Tak o to komórka odzyskała swóje pierwotne znaczenie – jak kiedyś ludzie trzymali w niej potrzebne narzędzia do pracy, tak teraz trzymają w niej wszystkie potrzebne dobra doczesne, notabene dostępne w każdej chwili! Nasuwa się nam teraz jedna myśl – komórka rzeczą doskonałą!
Ale nie rozpedzajmy się aż tak. Powoli zaczynamy mijac się z przeznaczeniem. Zaczynamy uzależniać się od tych dóbr. Często nie potrafimy rozmawiac twarzą w twarz. Nie mamy tyle odwagi jak przez telefon, czy internet. Tak naprawdę jesteśmy słabi w komunikacji między sobą. Gadżety zastępują nam normalne zwykłe życie. „Wypychają” nas z tego życia, zabijają. A to co nas próbuje zabić nie jest chyba „rzeczą doskonałą”?
Oczywiście to nie jest tak, że jestem pogromcą komórek i „niezniszczalnych i kuloodpornych latarek”. Sam nie wyobrażam sobie życia bez mojego telefonu. Ale przynajmniej staram się nie wpadać w przesadę. Bo w końcu po co nam to wszystko? Przecież i tak wszyscy wiedzą, że 70% ludzi używa komórki do sprawdzania godziny...


Muzyka na dziś ---> The Killers - On Top (za świetne połączenie brzmienia syntezatorów z muzyką rockową)

Witam!

Witam serdecznie wszystkich którzy trafili na tę stronę z premedytacją i przypadkiem. Blog ten został stworzony po to, żebym miał się gdzie wygadać. Co na nim znajdziecie? Przede wszystkim "felietony", w których będę wyrażał swoje skromne zdanie na temat spraw różnych. Czasami może dodam jakąś recenzję... Będę starał się dodawać posty w miarę cyklicznie (co dzień, dwa), ale nie obiecuję (zależy od czasu). Co by nie było... Blog ten powstał miesiąc, dwa temu, ale ponieważ czasu nie miałem (egzaminy itp.) stał pusty. Cóż mogę więcej powiedzieć? Miłego czytania ;)